poniedziałek, 21 października 2013

Nie wiem, czy dobrze robię...

Dobra, to będzie eksperyment. Bo w sumie nie chciałam tego robić, ale z drugiej strony i tak wrzucałam tu już i swoje obrazki, i swoje (wybaczcie mi, bogowie gitary) nagrania, więc logika chyba siadła. Najwyżej się wycofam i to będzie ostatni raz. W każdym razie... tak, mój tekst. Krótki taki. Także ze względu na to, że notka, którą mam w przygotowaniu (obie właściwie), wymaga jeszcze przemyślenia, a nie chcę znów znikać na dłużej ;)





Bohater

J. Malczewski "Umywanie nóg"
Strzepnęłam popiół z papierosa. Widziałam, jak ściga wzrokiem każdy mój gest i każdy grymas. Mapę zmarszczek mógłby już pewnie odtworzyć, wyrwany w środku nocy z błogiego snu.
Przystojny był, nie przeczę. Całkiem mój typ, z bystrym spojrzeniem ciemnych, głęboko osadzonych oczu. Usta spokojne, niewielkie pęknięcie w pobliżu lewego kącika, a poza tym zadbany i elegancki. Nie, nie wymuskany, po prostu zadbany. Nie spędzał w łazience więcej niż pół godziny, zapewne między piątą a piątą trzydzieści, bo lekkie sińce zdradzały, że teraz, w okolicach dwudziestej pierwszej, zaczął już odczuwać ciężar wszystkich minionych chwil.
Powinien iść, wrócić do swojej żony i dwójki dzieci, rozsiąść się w objęciach fotela, wyciągnąć nogi i zdrzemnąć. A nie – siedzieć tu ze mną. I tak nie miał na co liczyć.
– Zaczynam podejrzewać, że nie do końca się zrozumieliśmy – oświadczyłam wprost, z powrotem unosząc papieros na wysokość dolnej wargi. Lekko wystającej, co osobiście uważałam za okropieństwo, ale co z jakiegoś powodu podobało się mężczyznom. – Ta kolacja ma charakter czysto biznesowy.
Niemal nie dał po sobie poznać, że trafiłam w sedno, choć przez te jego czujne oczy przemknął niemożliwy do ukrycia cień, a leżąca na białym stole dłoń lekko drgnęła.
– Nie rozumiem – w rzeczy samej nie przyznał się do porażki. Poczułam nawet zaciekawienie kierunkiem, w jakim podąży, próbując zamaskować ślady nieudanego polowania.
Uśmiechnęłam się delikatnie, drugą ręką sięgając po kieliszek czerwonego wina. Mimik go zdradził.
– Proszę mnie źle nie zrozumieć – powiedziałam, starannie usuwając z tonu wszelkie sugestie wrogości. Bo wrogość była potrzebna co najwyżej mnie, jako tarcza. – Po prostu cenię sobie szczerość. Widzę, że się panu podobam, ale traci pan czas. Podpiszmy, co trzeba i rozstańmy się w dobrych nastrojach. – Uniosłam kąciki ust jeszcze wyżej.
– Pani…
– Proszę mnie źle nie zrozumieć – powtórzyłam z naciskiem.
Po jego minie widziałam, że nie, on przynajmniej nie wyjdzie stąd w dobrym nastroju. A ja?
– Nie chciałem pani urazić. Jeśli poczytała sobie pani moje komplementy za przesadę, najmocniej przepraszam – odparł niemal całkowicie obojętnym tonem.
Grzeczny był. Nie w miękki, chłopięcy sposób. To raczej zakrawało na szarmanckość, choć bez teatralnego sznytu. Naprawdę przyjemny człowiek.
Roześmiałam się.
– Ależ było mi bardzo miło! – zastrzegłam. – Po prostu nie chcę, żeby się pan rozczarował. Oczywiście, jest pan niezwykle sympatyczny i czarujący, ale cóż… jestem żoną bohatera narodowego.
Tym razem on także się uśmiechnął. Ucieszyło mnie to rozluźnienie na jego twarzy, bo oznaczało najwyraźniej, że sprawy nie zaszły jeszcze na tyle daleko, by testosteron zaczął myśleć za niego.
– Tak. – Skinął lekko. – Rzekłbym nawet, że bohatera galaktyki. – Sięgnął po czarną skórzaną teczkę, którą dotąd trzymał opartą o krzesło. – Proszę pozdrowić ode mnie męża – rzucił, zerkając na mnie znad zapięć. Uwielbienie nie znikało z jego wzroku nawet mimo moich gorzkich w gruncie rzeczy słów.
Papiery na kilka sekund utworzyły między nami coś na kształt bariery, by potem opaść na stół i zmusić nas do przysunięcia się bliżej siebie.
– Proszę przejrzeć raz jeszcze – poprosił. – Oczywiście uwzględniłem wszystkie pani uwagi.
– Najważniejsze jest w tej chwili umieszczenie logo Fundacji w waszych materiałach. – Wzruszyłam ramionami, pochylając się jednak nad umową i śledząc litery wzrokiem. Teraz poczułam jego wodę kolońską. Bardzo zmysłowa, przyznaję. – I doprecyzowanie źródła, z którego pochodzą pieniądze. Nie będę podpisywać nazwiskiem mojego męża niepewnych interesów.
– Doskonale to rozumiem – odezwał się tuż nad moim uchem i poczułam na twarzy jego oddech.
– Cieszę się, że robię interesy z poważnymi ludźmi.
– Szacunek do pani męża podwyższa i tak już wyśrubowane standardy.
Odgarnęłam włosy, które nieopacznie wysypały się na formularz.
– Tak, trudno tego nie zauważyć.
Szybko złożyłam podpis i wyprostowałam się. Tak było lepiej.
– Czas już na nas – dodałam. – Wracajmy do swoich gniazdek.
– Proszę pozdrowić męża.
– Już pan prosił.
– I dołączyć wyrazy najgłębszego szacunku, choć pewnie… musi robić to pani co dzień.
– Nie, nie co dzień – uśmiechnęłam się znowu. – Jakieś dwa razy w tygodniu najwyżej.

– Kochanie! Wróciłam!
Zapaliłam światło na korytarzu, szybkim, niechętnym ruchem uwolniłam stopy od szpilek.
Czekał na mnie w pokoju, w wieczornym półmroku, który rozproszyłam lampką, uprzednio zasuwając zasłony.
– Jak minął dzień?
Rytmiczne stukanie powiedziało mi, że dobrze.
Odwróciłam się do niego, uśmiechem maskując zmęczenie. Mój bohater. Bohater narodowy. Ten, który ocalił ludzkość w jednym, heroicznym akcie.
W jednym heroicznym akcie, który trwał chwilę.
Moja chwila ciągnęła się od pięciu lat.
Dotknęłam jego dłoni i wtedy dopiero otworzył oczy – jedyne, co naprawdę mu zostało. Zerknęłam na odczyty aparatów.
Tak, to był dobry dzień.

5 komentarzy:

  1. Yay! Nie dość, że żyjesz to jeszcze piszesz! :D
    Ok, rozentuzjazmowałam się, teraz idę czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To miniatura czy fragment czegoś dłuższego?
    Podobała mi się interakcja między Nią i Nim z pierwszej części, jest tak naturalnie i gładko poprowadzona. A końcówka stawia zapędy faceta z teczką w nieco innym świetle. I całość zostawia taki słodko-gorzki posmak. Lubię to :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż mnie świerzbi, żeby dowiedzieć się, co takiego zrobił bohater narodowy... Fajne, będzie dalszy ciąg?...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za odzew ;) I połechtanie. Nie, ciągu dalszego nie będzie, tylko taki obrazek-miniaturka mi się zwidział. Ot, ciąg dalszy rozważań na temat: "co się dzieje z bohaterami, kiedy już uratują świat" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń