poniedziałek, 15 października 2012

Nadchodzi NaNo!

(źródło)
A więc zbliża się listopad :) A wraz z listopadem grafomańska gorączka. Gorączka, którą szczerze polecam.

Nie wiem, czy nie zabrzmię teraz jak hipokryta (dobra, nie zabrzmię, bo piszę), skoro tyle ostatnio było tu mowy o dobrej literaturze, o tym, że nie należy wysyłać do wydawców byle czego i traktować czytelników poważnie, że czytelnicy czekają i tak dalej, i tak dalej. NaNoWriMo, czyli National Novel Writing Month wydaje się zaprzeczeniem wszystkich tych szczytnych idei. Cała zabawa polega bowiem na tym, by napisać powieść w miesiąc. A dokładniej pięćdziesiąt tysięcy słów.

Gdzie tu sens? Gdzie logika? Ano nigdzie ;) Przynajmniej pozornie. Chodzi głównie o dobrą zabawę, choć po wejściu na międzynarodowe forum można naleźć zaskakujące świadectwa na to, że są ludzie podchodzący do tego śmiertelnie poważnie... W Polsce na szczęście nie.

Ale wspominałam o tym, że pozory mylą. Bo mylą. Większość osób wybiera na NaNo pomysły zupełnie dojechane i na luzie, inni - jak ja w zeszłym roku - biorą się za tematy, na które nigdy nie starczało im odwagi. Jedni i drudzy za to mówią często o tym samym - że NaNo po prostu coś w sobie ma, że człowiek się odblokowuje i pisze rzeczy, o które nigdy by się nie podejrzewał. Jasne, nie ma co się łudzić, większość tej szalonej produkcji nie nadaje się do niczego, ale czasem można się miło zaskoczyć. Choćby przekonać siebie, że jeśli ma się motywację, można napisać i dziesięć tysięcy słów dziennie ;) Albo wpaść niespodziewanie na genialny pomysł. Obudzić się o trzeciej w nocy z rozwiązaniem intrygi, a po pracy/zajęciach gnać do domu, żeby opisać jeszcze jedną absolutnie wspaniałą postać. A za ukończenie zabawy są rozmaite nagrody, w tym możliwość darmowego wydrukowania pięciu egzemplarzy swojego dzieła. Widziałam już dwa takie i bardzo, bardzo fajnie to wygląda.

Okładka tegorocznej Kuffowej NaNoPowieści
A poza tym? Poza tym mamy w tym roku w Polsce aż czterech koordynatorów (Gdańsk, Kraków, Poznań, Warszawa), więc listopad upłynie pod znakiem okołonanowych imprez, głównie tak zwanych W.I.P.-ów, czyli wspólnych spotkań, podczas których pogaduchy i dobrą zabawę przerywa się pisaniem na czas. Ekipa przesympatyczna, a przynajmniej ta część, którą miałam okazję poznać w zeszłym roku w dwóch miastach, do których mnie w listopadzie zagnało.

Cóż jeszcze? Może wyznanie osobiste ;) Kiedy usłyszałam o NaNo po raz pierwszy, postukałam się w głowę i stwierdziłam, że to kompletna bzdura. Przypuszczam, że większość z tych, którzy przeczytają tego posta też tak stwierdzi. Ale ja spróbowałam i nie wyobrażam sobie, żeby odpuścić w tym roku. NaNo ma swoją magię i warto jej spróbować.

Linkaski:


Polskie forum (tylko dla zarejestrowanych, tych, którzy określili swój region jako Poland)


7 komentarzy:

  1. Omnomnom... No dobra, jaram się NaNo coraz bardziej. ^^ A ta możliwość dorzucenia okładek tylko to pogłębiła - robienie bajerów do swojej powieści jest (przynajmniej dla mnie) tak fajne, jak samo pisanie. :D

    Ja akurat jestem z tych, co to wykorzystują listopad do pisania tego, co zawsze uważali za zbyt głupie, żeby się w to bawić tak na serio - żadnych ambitniejszych planów, bo ambitne plany wymagają przemyślenia poszczególnych scen, riserczu i takich tam. A na to podczas NaNo nie ma czasu. ^^

    W każdym razie dołączam do polecanek NaNoWriMo - fajna sprawa i wewnętrzny grafoman się cieszy, niezależnie od tego, co zdecydujemy się w końcu pisać. :D

    c[]!! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, też jestem podjarana ^^ I to już samo w sobie jest bardzo fajne, a w listopadzie jest jeszcze lepiej. I te okładki faktycznie są bardzo przyjemne - świetnie się bawiłam przy wymyślaniu i późniejszym rysowaniu. Ej, swoją drogą... dlaczego nie wkleiłam jej do posta? O.o Zaraz to naprawię, bo tak być nie może!

    W zeszłym roku wzięłam się za dość ambitny projekt, ale właściwie risercz miałam zrobiony wcześniej. Choć zdarzyło mi się sprawdzić kilka szczegółów. Zawsze można wstawiać [poprawić później] ;)

    c[]!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet ja się wkręciłam. Świat się kończy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... ^^ A ja się wkręciłam w Twój pomysł. I avatar ^^

      Usuń
  4. Obawiam się, że w takim wypadku miałabym same [poprawić później], Kruffo... xD Nie, ja się świetnie odnajduję w NaNo ze swoim fantasyszitem. :D To takie... stymulujące. ^^ Piszę i mam w nosie wszelkie nieścisłości.

    I wkręciłam się w ogóle w oba Wasze pomysły. I gdyby nie to, że mam słabość do swoich bohaterów, to bym stwierdziła, że mi smutno, że też niczego takiego ambitnego nie piszę. xD Ale mi nie jest smutno, bo mam Yvo! :P

    Okładka zacna, co już zresztą zapewne wiesz, a jeszcze zapomniałam nadmienić, że obrazek u góry bardzo... no... adekwatny. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Twoje "fantasyszity" są doskonałą lekturą do pociągu XD Przynajmniej zeszłoroczny. No i jest Yvo, jak sama zauważyłaś ;) Szkoda tylko, że w tym roku zabraknie Złotoustego.

      Odnośnie do okładki - dziękuję, miło mi, chociaż nadal nie dodałam tej mapki gwiezdnej *wstaje, czerwieni się i spuszcza głowę*. I też mi się ten obrazek wydał najlepszym, co można było tu umieścić XD Doskonale ilustruje stan, w jakim się człowiek znajduje w czasie NaNo...

      Usuń
  5. Ach, coroczna literacka sraczka... :D

    Z jednej strony w czasie NaNo pisze się na wyścigi, nieważne co się dzieje (vide ilustracja na początku posta), ale z drugiej strony tak się człowiek nakręca, że naprawdę niezłe rzeczy się pisze :D Oczywiście one będą niezłymi literacko/fabularnie cierpią w innych elementach (mnie się notorycznie zdarza napisać parę razy dokładnie to samo w różnych miejscach _^_) i potem się kończy z syndromem "O matko wyszłam z wieży!"... ale jest fajno :D I można się odblokować jak ktoś ma kryzys albo nie ma pomysłu na ogarnięcie jakiegoś tekstu...

    no i wogl. Polecam.

    OdpowiedzUsuń