niedziela, 4 września 2011

Dlaczego boję się postmodernistów

Wakacje powoli mijają. Tym szybciej, że rok akademicki zaczyna się w tym roku wcześniej. Najwyższy czas zatem, by zdjąć pajęczyny, zetrzeć kurz i skończyć tę słodką labę.

Przyznam, że trochę się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam, jaki temat zostawiłam sobie na rozruch. Bo przecież postmodernizm, a może raczej dyskusja z nim, wymagałaby pewnej umysłowej gimnastyki, na którą - po kilku tygodniach szarokomórkowego bezruchu - nie mam specjalnej ochoty. Ale spróbuję ugryźć to jakoś inaczej. Bardziej osobiście.

A osobiście się go boję. Co prawda moda na tę metodologię podobno mija i nie jest prawdą, że "teraz mamy postmodernizm" - jak stwierdziła jedna ze słuchaczek filologii polskiej, wywołując niemałą konsternację, ale pokłosie tego myślenia nadal jest żywe. I chyba tak szybko nie umrze, gdyż czego, jak czego, ale atrakcyjności i łatwości uzyskiwania pseudointelektualnego efektu stosunkowo niewielkim kosztem, odmówić mu nie można.

Tak naprawdę przestraszyłam się podczas pewnej rozmowy z panią - nazwijmy ją - X, zadeklarowaną wyznawczynią postmodernizmu. Sama dyskusja dotyczyła tekstu, który już tu wrzucałam: KLIK, a raczej pewnych zawartych w nim tez. I tak sobie gadamy, gadamy, aż tu nagle pada stwierdzenie: "Pani daleko zajdzie". Spoglądam zdziwiona, bo choć za głąba się nie uważam, to jednak takie wyznania wprawiają mnie w niejakie zakłopotanie. Pada odpowiedź: "Bo pani wierzy w prawdę".

W tym momencie opadła mi metaforyczna szczęka. Zrozumiałam coś, co dotąd do mnie nie docierało: postmoderniści wiedzą, że ich metodologia donikąd nie prowadzi. Wiedzą, że uprawiają jałowe intelektualne gry. A mimo to się nie wycofują. Przeszli jak burza, zrobili krzywdę nauce podważając sens sądów obiektywnych, zrobili krzywdę sztuce defraudując oryginalność i to wszystko wiedząc, że działają bez celu? No, może poza burzeniem i "demaskowaniem".

Jeśli to nie jest upadek, to ja nie wiem, jak będzie on wyglądał.

5 komentarzy:

  1. Jeśli tak traktować postmodernistów, to to nie jest żaden nowy wynalazek - sofiści robili dokładnie to samo. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Postmodernistom podobałby się ten wniosek ;)
    Dlatego mam nadzieję, że po prostu przejdzie - ludzie się zmęczą i już.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przejdzie, tak jak i sofiści przeszli. :) Mimo wszystko ludzie na dłuższą metę chyba wolą dążyć do jakiejś prawdy (choćby w jej pojmowaniu się różnili między sobą), aniżeli gadać dla samego gadania, dla ćwiczenia sztuki przekonywania. Nic się nie bój, to tylko moda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale jak tu dyskutować z tym Pani tekstem, jeśli jest o niczym?

    OdpowiedzUsuń
  5. A czy ja każę komuś dyskutować? Jeśli jest o niczym, to czy zasługuje na jakikolwiek komentarz?

    Odnoszę wrażenie, że Pani wypowiedź to spam w czystej postaci. Niemniej zostawiam, bo nie mam w zwyczaju obsesyjnego wyrzucania nawet kryptoreklam.

    OdpowiedzUsuń