czwartek, 16 czerwca 2011

Krucjata znów atakuje, czyli polityka pałowania

Temat zasugerowany przez hevs. W postanowieniu napisania tej notatki umocniły mnie różne rzeczy, w tym fragmenty rozmów i ostatnich lektur. Znów fantasy vs. historia, choć będzie krócej niż ostatnio.

Zwykle jest tak, że w światach fantasy panuje niepisana zasada wywoływania wojen dla samych wojen. Jedynymi ich przyczynami są zadawnione spory, nieślubne dzieci, popełnione w afekcie morderstwa i tym podobne sprawy. Próby wprowadzenia do tego podłoża gospodarczego kończą się szyderczym śmiechem i stwierdzeniem, że to już renesansowe. Nic bardziej mylnego.

Cały ambaras zaczyna się bowiem już w IX wieku, podczas gdy większość quasi-średniowiecznych światów celuje swymi elementami raczej w przełom wieków XIV i XV, ewentualnie w wiek XIII. Nagle na rynku pojawiają się nowe narzędzia i techniki rolniczo-hodowlane, które swój boom przeżyją w wieku X. O tym zresztą - zdaje się - wspomina się na historii. Nie rozpatruje się tylko efektów tego wydarzenia. A była nim głównie nadprodukcja. Do czego ta prowadzi - chyba łatwo zgadnąć. Tam gdzie nie było osadnictwa, zaczyna się ono pojawiać, tam, gdzie nie było poważniejszych struktur politycznych, zaczynają się one zawiązywać. Stają się opłacalne wraz ze specjalizacją wytwórczą osad. Rodzi się eksport i handel z prawdziwego zdarzenia i ktoś musi tym wszystkim sterować.

No dobra - mógłby ktoś powiedzieć - ale co to ma do rzeczy? Przecież wszystko odbywało się jeszcze na niewielką skalę.

Otóż skala powiększała się praktycznie z roku na rok, a skutkiem tych przemian było - według miej własnej opinii wyciągniętej na podstawie analizy wielu źródeł - także powstanie Polski. Nie jakieś Niemcy, papież czy uczucia narodowe, które nagle obudziły się w przyszłych Polakach, a zwłaszcza w Mieszku I, a właśnie gospodarka. Nie będę zanudzać szczegółami, ale to naprawdę tak wygląda. Zresztą po przyjrzeniu się wcześniejszym dziejom Słowian, a zwłaszcza ich kontaktom z Awarami, a potem z Frankami, dochodzi się do wniosku, że mamy smykałkę do interesów ;)

Żeby zilustrować, w jakim tempie potoczył się rozwój handlowych wici oplatających świat, podam przykład z trzynastowiecznych relacji polsko-węgierskich, kiedy to właściciele żup solnych sprzedawali towar po cenach dumpingowych, by wykończyć konkurencję. Naprawdę na to wpadli.

Wypada też wspomnieć o lombardach, z którymi poważne kłopoty mieli już Kapetyngowie. Potężni bankierzy trzymali w kieszeniach niekiedy zaskakująco ubogich możnych tego świata. A to prosta droga do szantaży i przekupstwa, prawda?

Wojny niestety kosztują. Zwłaszcza kosztowały krucjaty, gospodarka po prostu musiała się wtedy rozwijać i po prostu musiała stanowić ważną składową polityki.

Piszę krótko i może rozczarowując - w wakacje postaram się do tematu wrócić, na razie mam rozdwojenie jaźni, o którym pisałam wcześniej. Na razie jedynie sygnalizuję. Spróbuję ugryźć każdy temat z osobna.

1 komentarz: