czwartek, 9 czerwca 2011

Antoni Libera - "Madame"

Z różnych przyczyn nie za dobrze pisze mi się notatkę o średniowiecznej polityce (to jeden z głównych wątków mojej pracy dyplomowej, więc mam małe rozdwojenie jaźni). W związku z tym - żeby "Potwory..." nie zarosły pajęczyną - pozwolę sobie na recenzję. Na razie jedną, może będzie druga.

Kolejna książka, po którą sięgnęłam z ciekawości. O Madame bowiem krążyły opinie tak różne, że żal było samemu nie spróbować i nie wyrobić sobie zdania. Jedni rozpływali się nad głębią filozoficzną i utrzymywali, że to majstersztyk, inni twierdzili, że absolutnie - Libera napisał po prostu tanie romansidło. Moim skromnym zdaniem jedni i drudzy się mylili. Madame nie jest ani tak zła, ani tak dobra. Nie jest ani metafizycznym traktatem, ani harlequinem. Jest... porażką. W dodatku wyjątkowo estetyczną.

Plan był ambitny - wrócić do czasów licealnych, poddać je wiwisekcji i przekonać się, co miało wpływ na ukształtowanie się dorosłej już psychiki. Nietrudno zgadnąć, że chodzi o romans z nauczycielką. Ale nie tylko. Także o serię innych zdarzeń, obijanie się młodej, nad wiek dojrzałej i artystycznie wrażliwej duszy o szarą rzeczywistość lat 60-tych. Chodzi o wysublimowane gry intelektualne, zastawianie na siebie literackich sideł.

I tu zaczynają się schody. Libera bowiem unieważnia swój własny eksperyment. W głowę licealisty wtłacza całą elokwencję dorosłego pisarza, całą jego samoświadomość i nastawienie obserwatora rzeczywistości. Fałszuje obraz stosując zakrojoną na szeroką skalę autokreację. Z tego nie dało się wyciągnąć już sensownych wniosków. Czytelnik nie patrzy bowiem na rozwijającą się w trudnych warunkach psychikę a na swego rodzaju teatr cieni - teatr od początku do końca wyreżyserowany przez narratora.

Jakby tego było mało, Libera funduje jeszcze czytelnikowi niewybaczalne wprost zakończenie, które stanowi w istocie interpretację całej powieści. Nie ma już miejsca na własne przemyślenia - wszystko jest wyłożone niemalże łopatologicznie.

Niemniej Madame jest po prostu... ładna. Bardzo estetyczna językowo, czasami przeciążona intelektualnie, ale i tak sprawia przyjemność. Jako romans prezentuje się z kolei niebanalnie i w miarę ciekawie. I najlepiej chyba na tym etapie właśnie się zatrzymać. Nie chcę odmawiać powieści jakichkolwiek ambicji, ale po prostu Liberze nie udało się to, co sobie zamierzył i może lepiej o tym nie pamiętać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz