wtorek, 10 maja 2011

Czego autorzy fantastyki nie wiedzą o średniowieczu, czyli Kruffowa krucjata nie ustaje

Oj, wielu rzeczy nie wiedzą. Części też wiedzieć wcale nie muszą, żeby ich dzieła były udatne, ale zawsze milej myśleć, że pisarz zrezygnował z jakiegoś elementu z premedytacją. I zwykle jest to bardziej owocne niż niewiedza.

Niniejszy post ma charakter, hm... projektowy, że tam modnym słowem to ujmę. Chodzi o to, że sama wiem o średniowieczu tak naprawdę niewiele, a im więcej czytam, tym bardziej obraz się zaciemnia. Poetyka blogowej notatki wymusiła też wybór niektórych wątków nawet z tego skromnego zasobu, który dysponuję, ale wdzięczna będę za uzupełnianie listy nawet oczywistymi oczywistościami.

Higiena
Poruszałam już wątek średniowiecznych realiów, a najmocniej tutaj:
I niech to będzie pierwsza pozycja na liście. Oczywiście ten post nie przedstawił wszystkiego, co ma związek ze średniowieczną higieną, a jedynie kilka przykładów mających zachwiać przekonaniem o stereotypie brudasów z wrośniętym w warstwę potu i kurzu ubraniem. Faktem jest natomiast, że świat nie pachniał wówczas lawendą. Śmierdziały miasta, śmierdzieli ci, którzy nie mieli możliwości się umyć (i nie chodzi tylko o nędzarzy, ha! te stęsknione królewny rzucające się na szyję powracającym z wojny rycerzom!) i wszystko to, co dziś chemicznie się tuszuje. Poza tym to czas bez szczepionek i lizolu. Ludzie jednak piękni nie byli.

Nie bez przyczyny skóra średniowiecznej piękności miała być biała jak mleko, a w dotyku gładka jak jedwab. Zawsze w cenie jest to, czego brakuje. Nie chodzi teraz o to, by wszyscy w światach quasi-średniowiecznych mieli problemy ze skórą, włosami i nieświeży oddech, bo fantasy zawsze bliżej było do baśni niż powieści historycznej, a poza tym - jak pisałam - byłoby to krzywdzące dla faktów, ale wieśniaczka o długich, lśniących w słońcu włosach, delikatnym dotyku i jasnym, gładkim licu to już jednak spora przesada.

Piśmiennictwo
Wójt (o ile tak nieromantyczne słowo pojawi się w fantasy) siada nad stolikiem, wyciąga pióro, oczywiście ogromne, kolorowe i podskakujące przy każdym ruchu, pergamin (!), inkaust (!) i zaczyna pisać list do drugiego wójta... Zdarza się nierzadko, prawda?

Nie będę przeliczać wartości pergaminu na dzisiejszą walutę, bo to niewykonalne i bez sensu. Fakt, że był drogi. A papier - zanim ktoś wpadł na pomysł, by wyrabiać go ze szmat i sznurów - jeszcze droższy, gdyż jedwabny. Stosowano jeszcze papirus, ale w średniowieczu już tylko w kancelarii papieskiej, bo ta sympatyczna roślinka - delikatnie mówiąc - przeżywała kryzys egzystencjalny. Żakowie, a czasem nawet wielcy panowie, jeśli środków nie stało, korzystali częściej z innego materiału, który był wówczas w powszechnym użyciu, a o którym niewielu dziś pamięta - z tabliczek woskowych. Dwie (najczęściej), trzy lub więcej (poliptyki) deseczek z wydrążonym miejscem na barwiony (najczęściej na czarno) wosk, związane rzemieniem. Nic pięknego, ale jakie tanie i praktyczne! Wyryte rylcem litery można było mazać do woli, jeśli tylko rozgrzało się szeroki koniec narzędzia. Tekst był nietrwały, ale zdarzało się, że zapisywano w ten sposób nawet listy do dostojników, choć materiał uchodził powszechnie za mało elegancki.

Nieco problematyczne jest również owo malownicze pióro, powiewające podczas pisania. A tymczasem wyglądało ono mniej więcej w ten sposób:

Wyrób własny ;)

Jak widać na załączonym obrazku, wszystko, co mogłoby powiewać, zostało starannie usunięte. Dla wygody. Bo naprawdę paskudnie się pisze, kiedy chorągiewka majta się między paluchami. Wyczytane, zasłyszane i sprawdzone empirycznie. Widać też, że pióro jest skrócone, a to dlatego, by nie wykłóć sobie oka. Znów wygoda.

Biblioteki
W fantasy pewnie co piąty wieśniak ma w piwnicy tajemną bibliotekę, w której znajdują się przynajmniej trzy zaginione woluminy. No cóż, truizmem byłoby stwierdzenie, że książki sporo kosztowały. Niewiele wniosłaby też uwaga, że wioski często palono - tak na złość sąsiadowi - i podobna kolekcja pewnie by się nie ostała. Nadmienię jedynie, że nawet skrybowie, całe życie spędzający przecież wśród tekstów pisanych, niejednokrotnie musieli cytować z pamięci (co skutkuje serią przezabawnych pomyłek, ale to inna historia). Nie mieli możliwości zdjęcia z półki tego, co było im akurat potrzebne, sprawdzenia autora, strony i dokładnego brzmienia przywoływanego stwierdzenia. Musieli mieć to wszystko w głowach, co samo w sobie jest już niesamowite, jeśli weźmie się po uwagę, że twórczość średniowieczna to głównie kompilacje.


Czytanie
Jeśli już przy takich tematach jesteśmy, pozwolę sobie jeszcze na uwagę dotyczącą średniowiecznego sposobu czytania. Jego podstawę stanowiła wokalizacja. I to nie taka w dzisiejszym rozumieniu, polegająca na odtwarzaniu dźwięków w myślach. Oni czytali na głos. Inaczej nie potrafili i już. O nie, przepraszam, potrafili - zdarzali się wielcy mędrcy i uczeni, którzy opanowali sztukę cichego czytania (co potwierdzają źródła, niestety wypadło mi z głowy jakie - tak dobrej pamięci jak średniowieczni niestety nie mam). Budzili oni jednak zdziwienie i niejaką konsternację.

Historycy
Często zdarza się też w fantasy trafić na mędrców-historyków, badających mroki przeszłości w poszukiwaniu jakiegoś istotnego szczegółu, który pomoże pokonać Rycerzowi Światła i jego Elfiej Dziewicy Wielkie Zło. I tu po raz kolejny pisarz rozmija się ze średniowieczem. Ówcześni uczeni mieli specyficzne podejście do wielu nauk, w tym do historii. Nikomu nie zależało na odtwarzaniu zamierzchłych czasów, badaniu źródeł i dociekaniu historycznej prawdy. Wystarczyła tradycja, bo w przeszłość się wierzyło, a nie próbowało ją zgłębiać. Jeśli zatem ktoś zajmował się tą dziedziną, był raczej zbieraczem i interpretatorem legend, starożytnych przesłanek i utworów, a nie naukowcem biegającym od archiwum do archiwum i może jeszcze przeprowadzającym krytykę źródeł.


Między baśnią a powieścią historyczną
Zauważyłam gdzieś na wstępie, że fantasy bliżej jednak do baśni, ale to nie usprawiedliwia ignorancji, na jaką można się natknąć. Świadczy ona bowiem o krzywdzącym podejściu do tego typu literatury, polegającym na stwierdzeniu, że to chłam dla niewymagającego nastolatka szukającego łatwych podniet. Oraz dla kiepskiego pisarza, który ma problemy z logicznym rozumowaniem i dlatego wybiera najprostszy w swoim mniemaniu gatunek. Tymczasem - jakby wbrew temu - coraz silniej widoczna jest tendencja do przesuwania fantasy  ku drugiemu biegunowi, co przejawia się umieszczaniem bohaterów w konkretnych realiach., w tym - najczęściej - w realiach quasi-średniowiecznych. To wymaga już dużej wiedzy i zacięcia w ciągłym jej zgłębianiu, a część autorów niestety tego nie zauważa. Czym innym jest wybór pewnych elementów, a przemilczenie innych, a czym innym jednak pójście na łatwiznę.

P.S. To tło nie przewiduje tak długich postów ^^ Będę musiała jednak bardziej się wysilić.

8 komentarzy:

  1. Musisz w htmlu dopisać komendę, że ma powtarzać tło w nieskończoność, to wszystko. A w ogóle to poprzedni układ był duzo lepszy, ale to ja sobie tylko marudzę.

    A co do krucjaty - zajmij się powszechnym przekonaniem, że ludzie w średniowieczu byli tępakami dla których polityka polegała na napierdalaniu się na najbliższym polu... BO TAK

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie, moment, jak sobie pomniejszyłam do nieczytelności to wyszło, że tam są jakieś brzegi w tym tle. Musisz je pociąć, wybrać jakiś fragment ze środka, który można powtarzać, zapisać, żeby powtarzało, a na koniec strony dać ten dół zawinięty. Tak czy owak - paskudztwo :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Usunęłam tło i już :P Będę kombinować do oporu i pewnie gorsze rzeczy tu jeszcze zobaczysz, ale kanapa mi się nudziła ;)

    A co do polityki, do przemyślenia. Dodaję do tematów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no, to zawinięte było fajne. Tylko trzeba je podzielić na trzy kawałki, tak jak pisała hevi: górne zawinięcie, powtarzalny środek i dolne zawinięcie. Pamiętam, że na bloxie tak musiałam robić. ^^ A skoro ja to zrobiłam, to to nie może być trudne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę kombinować, kiedy skrobnę coś własnego, bo to i tak było z szablonu ;) Coś ciemniejszego bym wolała.

    OdpowiedzUsuń
  6. no no, pokaznego masz bloga ;)

    a wyklad fajny, szczególnie szczegół o piórze. Wszędzie jest przedstawiane razem z 'powiewaczem' (głupio pisac pióro z pierzem czy włosiem :P) i nie zastanawialam sie jak to w praktyce wygląda ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za odwiedzenie :) Cieszę się, że mogłam chociaż odrobinkę pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam w ogóle pozbyłam się piór ze świadomości i poprzestaję teraz na zaostrzonych trzcinkach. ^^

    OdpowiedzUsuń