piątek, 15 kwietnia 2011

O prababci fantastyki słów kilka, czyli powieść gotycka w skrócie

Żeby nie było, że się obijam, serwuję trochę historii i refleksji ogólnych nad fantastyką. Oczywiście nie do przyjęcia byłoby stwierdzenie, że wywodzi się ona tylko z romansu grozy, ale twórcy tego gatunku ujawnili całe spektrum "szkół" pisania, widocznych także dzisiaj w podejściu do fantastyki i choćby z tego względu stanowił on krok milowy w rozwoju tego typu literatury.

 Postaram się nie znudzić. Pozwólcie też, że za ilustracje posłużą mi dzieła prerafaelitów. Wspominałam już, że ich uwielbiam, prawda?

Romans czy powieść?

J. W. Waterhouse, Lamia
Na początek kwestia nazewnictwa. Nie jest ona bowiem wcale taka oczywista.

Gatunek narodził się w Anglii i, gdyby chcieć zostać wiernym tamtejszej nomenklaturze, należałoby używać terminu "romans" bowiem "powieścią" (the novel) - jak zauważa Zofia Sinko - nazywano twórczość zrywającą z dorobkiem sentymentalizmu, czego o gotycyzmie na pewno powiedzieć nie można. Wręcz przeciwnie - stanowi on niejako stadium przejściowe między sentymentalizmem a romantyzmem, przechodząc z czasem we frenezję. Z drugiej jednak strony pojawia się problem przekładu na język polski, dla którego słowo to ma nieco inne konotacje i zdecydowanie mniej kojarzy się z utworem fabularnym jako takim, a przywodzi raczej na myśl wątki miłosne, a one - jakkolwiek w powieściach grozy ich nie brak - nie stanowią sedna nurtu. Czyli tak źle i tak niedobrze. Ja używam obu nazw ze względu na wygodę pisania.

Gotyckie czy grozy?

O ile w tym kontekście "romans" i "powieść" to jednak to samo, o tyle dołączany do tych słów epitet niesie już pewne rozróżnienie. Jego wybór powinien zależeć od twórcy, którego dzieło opisujemy, bowiem groza nie jest tu wcale konieczna i tak naprawdę charakteryzuje tylko jeden z trzech odłamów.

Epitet "gotycki" w odniesieniu do utworu literackiego pojawił się po raz pierwszy w roku 1764 w podtytule Castle of Otranto Horace'a Walpole'a (do tego pana jeszcze wrócimy). Takim samym dopiskiem (A Gothic Story) opatrzyła swoje The Champion of Virtue Clara Reeve trzynascie lat później. I przyjęło się. Między innymi dlatego, że "gotycki" miał wówczas znacznie szersze zastosowanie niż dzisiaj i nie odnosił się jedynie do jednego ze stylów sredniowiecznych. "Gotyckim" określano wszystko, co stare, mroczne, barbarzyńskie, nieokrzesane, tajemnicze i groźne. Groza pojawia się tak naprawdę dopiero z czasem. Początkowo w gotycyzmie chodziło o to, by stanowił alternatywę dla dydaktycznej, bliskiej życiu i na wskroś realistycznej literatury mieszczańskiej, a zatem by sięgał do tego, co niezwykłe i nieprawdopodobne. By zadziwiał. Z sensem czy też bez niego.

Historical, sentimental i terror gothic

D. G. Rossetti, Prozerpina
Taka literatura szybko znalazła swoich fanów - tak czytających, jak i piszących. A im więcej piszących, tym więcej sposobów realizacji gatunku. I tak, za sprawą trzech największych osobowości romansu gotyckiego, powstały trzy jego odmiany: historical, sentimental i terror gothic. To oczywiście podział sztuczny, wprowadzony przez Summersa w The Gothic Quest.

Przedstawicielem pierwszego z odłamów jest wspomniany już twórca nurtu - Horace Walpole. Był barwną postacią i dziwakiem. Historykiem i archiwistą z głową pełną najdziwniejszych pomysłów, z których - bardziej lub mniej świadomie - nadal czerpiemy garściami. To na kartach jego powieści przodkowie bohaterów wychodzili z ram obrazów, pojawiały się nagle lewitujące części rycerskiego ekwipunku czy krwawiące posągi. On także niejako ustalił kanon bohaterów takich opowieści, do których należał często dziedzic jakiegoś podupadającego majątku, potomek sławnego rodu obciążonego klątwą lub po prostu zbyt ciekawski pechowiec. Często zresztą w roli pierwszoplanowej występowały kobiety, gdyż ich delikatność doskonale kontrastowała z dziwnością świata przedstawionego.

Trudno oczekiwać, by prymitywne - bądź co bądź - chwyty wykorzystywane przez Walpole'a i jego naśladowców kogokolwiek straszyły. Miały raczej zadziwiać irracjonalnością i taki był najwyraźniej cel twórcy, bo - przepraszam bardzo - ale latający po dziedzińcu hełm nie wywoła gęsiej skórki nawet u kogoś, kto z grozą ma na co dzień niewiele wspólnego. Dziś bawi naiwnością - dawniej zaskakiwał na równi niemal, co sceneria, w jakiej się pojawiał.
Sentimental gothic - prócz ściślejszych związków z romansem sentymentalnym - w warstwie ideologicznej niewiele różnił się od historycznego. Oba nurty tkwiły jeszcze dość mocno w oświeceniu i choć autorzy wplatali w swe opowieści elementy niezwykłe, nie zrywali jednak z racjonalnością i dydaktyzmem. Nastąpiło jednak spore pęknięcie, jeśli chodzi o samą realizację tematu.
Gotyk sentymentalny stanowił domenę kobiet a zwłaszcza najbardziej chyba znanej autorki z tego kręgu - Ann Radcliffe. Nie pozostało to bez znaczenia dla kształtu powieści, bowiem w porównaniu z topornymi i naiwnymi chwytami prezentowanymi przez Walpole'a i jego naśladowców, odznaczał się on wielką subtelnością i kunsztem, bowiem atmosferę tajemniczości i niepokoju uzyskiwano nie poprzez opisywanie latających po zamku hełmów, a przez sugestię i niedomówienia. Z tak skonstruowanej niezwykłości łatwiej też było wybrnąć i wciśniecie zakończenia w oświeceniowe racjonalistyczne ramy nie wymagało karkołomnych akrobacji.

O mistrzostwie, jakie osiągnęła pani Radcliffe świadczyć może choćby lista twórców, którzy przyznawali się do inspiracji jej prozą, a byli to między innymi Walter Scott, Alexandre Dumas, Wiktor Hugo czy Charles Baudelaire. Do sentymentalizmu zbliżają jej dzieła głównie bohaterki - jeszcze delikatniejsze i bardziej czułe niż zdarzało się twórcom historical gothic. Z drugiej jednak strony pojawia się w tych utworach już umiejętnie budowany nastrój grozy, który w pełnej krasie rozkwitnie w odłamie terror gothic.
J. W. Waterhouse, Borea
Najwybitniejszym twórcą tej ostatniej odmiany był niejaki Matthew Gregory Lewis. No, tutaj krew leje się już strumieniami. Mamy kazirodztwa, żywcem zamurowane piękne niewiasty, morderstwa, klątwy, brutalne gwałty i upadłych mnichów. Mamy też - czego nie było wcześniej - ponurą analizę psychologii bohaterów, zainteresowanie ciemną stroną człowieka i zerwanie z racjonalizmem. Zbliżamy się coraz bardziej do romantyzmu, a zwłaszcza do Byrona i Goethego.

Kruffowe wnioski

Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli stwierdzę, że trzy odmiany gotycyzmu nie są jedynie historią. Choć podział jest oczywiście sztuczny i wtórny względem zastanego dorobku, trudno oprzeć się wrażeniu, że dzisiejszych pisarzy fantasy można by przyporządkować do podobnych kategorii. Jasne - im więcej piszących, tym więcej manifestacji gatunku i tym więcej potencjalnych grup, ale filozofia pisania takiego, powiedzmy, Piekary czy Martina przywodzi mi na myśl Lewisa. A Le Guin - Radcliffe. A Nix - Walpole'a. Oczywiście bez sensu byłoby tworzenie teraz tabel z konkretnymi przyporządkowaniami i argumentami przemawiającymi za taką decyzją, bo do niczego by to nie prowadziło. Nie o to mi zresztą chodzi.

Ważniejszy jest fakt ogromu możliwości, jakie daje jeden tylko typ literatury. Już od początku, od zarania dziejów fantastyki (bo powieść gotycka to przecież fantastyka pełną gębą) pojawiają się różne sposoby rozwiązania problemu. Jedne ciążą ku racjonalizmowi, inne ku irracjonalności. Jedne chcą portretować świat i uczyć czytelnika prawd ogólnych, inne skupiają się na analizie rzeczywistości. Narzędzia stosują niby podobne, a jednak każdemu z jego kawałka drewna wychodzi coś zupełnie innego, co dowodzi tyle tego, że problem fantastyki nie leży w samym gatunku, a w twórcach. Ciekawe jest także to, że fantastyka była na początku obciążona racjonalizmem, co mnie się bardzo, ale to bardzo podoba.

Bądź, co bądź, konkluzja ze spojrzenia w przeszłość jest pocieszająca.

Literatura:

Bogusław Dopart, Romantyzm polski: pluralizm poglądów i synkretyzm dzieła, Kraków: Księgarnia Akademicka Wydawnictwo Naukowe 1999.

Maria Jasińska, Narrator w powieści przedromantycznej (1776-1831), Warszawa: Państwowy Instysut Wydawniczy 1965.

Zofia Sinko, Powieść angielska osiemnastego wieku a powieść polska lat 1764-1830, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1961.