sobota, 23 października 2010

Problemów ze Słowianami ciąg dalszy

Trafiłam ostatnio na fantastyczną pozycję, która może zainteresować poszukujących bliższych informacji o Słowianach, a skądinąd wiem, że tacy tu zaglądają. Nie-Słowianie o początkach Słowian to książeczka niewielka, tak formatem jak i ilością stron, zawierająca cztery artykuły i posłowie Przemysława Urbańczyka. W małym ciele wielki duch, chciałoby się jednak powiedzieć.

Niewątpliwie jedną z największych zalet tej publikacji jest dystans prezentowany przez badaczy, których problem etnogenezy Słowian nie dotyczy przecież bezpośrednio. Dla nich narosłe wokół zagadnienia kontrowersje mają tę samą temperaturę, co dylematy typu: "co było pierwsze, jajko czy kura". I już w pierwszym artykule człowiek dostaje pałką po głowie, kiedy Walter Pohl krótko i zwięźle definiuje chorobę, na jaką cierpi cała dyskusja, tocząca się od wieków (już można tak powiedzieć) na wschód i południe od Łaby. Dostrzega on pewną analogię pomiędzy problemem germańskości u nazistów, a słowiańskości u stalinistów. Według niego to drugie powiązanie nie zdążyło unaocznić się w historii tak bardzo jak pierwsze, ale wciąż pokutuje w nauce i dość mocno ją ogranicza. Od siebie dodałabym tu jeszcze brzemię romantyzmu i bredni o "Sławianach", których bezpośrednią spadkobierczynią wydaje się Maria Janion. Potem jest już tylko jazda bez trzymanki i nagle okazuje się, że problem etnogenezy Słowian jest jeszcze bardziej pogmatwany, niż ktokolwiek chciałby sobie wyobrażać. Ostateczny cios w podbrzusze ego polskich badaczy stanowi posłowie Urbańczyka, jak zawsze bezbłędnego (oczywiście nie w sensie naukowym) i bezlitośnie podsumowującego debatę ostatnich lat. Nie będę referować tutaj problemu, gdyż mogłabym tylko zanudzić na śmierć (nie potrafię, naprawdę nie potrafię opowiadać ciekawie o takich rzeczach), a post ciągnąłby się w nieskończoność, ale jeśli komuś ta tematyka jest bliska - gorąco polecam.
Nie ma to, jak czasem porządnie od kogoś oberwać.

P.S. Prof. Henryk Samsonowicz otrzymał wczoraj Order Orła Białego. Autentycznie się ucieszyłam, zupełnie jakby to był mój dziadek, a przecież nigdy wcześniej nie widziałam nawet, jak wygląda. Wiem, że to trochę dziwne ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz