piątek, 22 października 2010

Polonistyczności, cz. 2,5

Post podyktowało życie, można powiedzieć.

Tuż po poprzednim wpisie dotyczącym tej tematyki usłyszałam, jak pewna pani oburzała się, że niektórzy mówią, iż nauczyciele mają tylko osiemnaście godzin tygodniowo, skoro w Karcie Nauczyciela zostało zapisane, że jest ich czterdzieści. Cóż... Zapis taki rzeczywiście istnieje, z tym że w skład tych czterdziestu godzin wchodzą także dwie do dyspozycji dyrektora (na kółka, wyrównanki itp.) - i to właściwie jedyne, jakie można uznać za "normalne", a także czas potrzebny na przygotowanie lekcji, sprawdzenie prac i, uwaga, szkolenia. Nie znam się na prawie pracy na tyle, by stwierdzić, czy jakikolwiek inny zawód ma wpisane doszkalanie w ustawowy wymiar, ale wydaje mi się, że nie. Znam takich, którzy pracują uczciwie ponad czterdzieści godzin, a wszelkie szkolenia - choć obowiązkowe - załatwiają poza nimi, próbując jakoś znaleźć dla nich miejsce w napiętym planie.

Czyli nadal nie rozumiem. Zwłaszcza, że przy odrobinie samozaparcia już po siedmiu latach można osiągnąć najwyższy stopień w nauczycielskiej hierarchii, co wiąże się zarówno z wyższymi wynagrodzeniami, jak i barkiem obowiązku tak intensywnego doszkalania się.

To mnie przerasta, po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz