środa, 1 września 2010

Fantasy z klasą

Jakiś czas temu (aż strach pomyśleć jaki) pisałam o fantasy z mózgiem, dziś czas na klasę, bo nawet w tym gatunku - niekojarzącym się bynajmniej ze szczególną elegancją - trafić można na wyrafinowane perełki. Należy do takich bez wątpienia cykl autorstwa Susanny Clarke - Jonathan Strange i pan Norrell. Seria składa się z trzech książek średniej grubości (przeciętnie koło czterystu stron), nie zajmuje zatem szczególnie dużo miejsca ani czasu, a zaznajomić się z nim warto. No bo niesamowita angielska ironia, no bo czarny humor, bo dżentelmeni-magowie i dziewiętnastowieczna dowcipna narracja. Cud, miód i maliny, tym bardziej, że dzieje się tu rzecz przedziwna: mimo całej swej lekkości, powieść staje się czasami... przerażająca. Kontrast między wyszukanym językiem salonów a makabrą kilku scen, potęguje tylko efekt grozy i przywołuje na plecy dreszczyk (tu ogromne brawa dla tłumacza).

Zaczyna się wszystko bardzo spokojnie, od opisu pewnego Towarzystwa, zajmującego się głównie pączkami i sherry. A w międzyczasie studiującego magię. To szanowni magowie teoretycy, wiodący poczciwy żywot wśród ksiąg, aż do momentu, gdy nie pojawia się między nimi ktoś, kto ma odwagę zapytać, dlaczego właściwie nikt już w Anglii nie uprawia magii praktycznej. Okazuje się, że to naprawdę kłopotliwe pytanie. Wkrótce wychodzi na jaw, że jest jednak ktoś, kto zna się na czarodziejskich praktykach. Magowie teoretycy biorą go oczywiście za oszusta, ale zmieniają zdanie, gdy tajemniczy pan Norrell prezentuje im swoje umiejętności (jedna z piękniejszych, bardziej plastycznych scen, więc nie będę zdradzać, jak to się dzieje). Problem w tym, że zgodnie z obietnicą, jaką złożyli, wszyscy teoretycy tracą uprawnienia do tytułowania się magami. A zgorzkniały, siedzący dotąd z nosem w książkach i bardzo zasadniczy pan Norrell, staje się z dnia na dzień bardzo ważną osobistością. Nie potrafi sobie jednak poradzić z salonowym życiem, hordą ministrów, wróżbitą-oszustem i tysiącem innych rzeczy, a pewna arcytrudna sztuczka ściąga na niego kolejny kłopot - dżentelmena o włosach jak puch ostu. No i trwa wojna z Napoleonem. Jonathan Strange - mężczyzna utalentowany, ale dość lekkomyślny - będzie więc dla niego tylko kolejnym utrapieniem. Zwłaszcza, że staje się powoli konkurencją. W dodatku konkurencją, głoszącą bardzo niebezpieczne poglądy...

Przez te książki się po prostu płynie. Pani Clarke to mistrzyni operowania językiem i uroczej stylizacji. Wszystko przenika atmosfera dziewiętnastowiecznego blichtru, ironii i flegmy - od opisywanych miejsc, przez bohaterów, aż po każde słowo. Klasa. Ogromna, ogromna klasa.