piątek, 7 maja 2010

Utytłani Goci* kontra Biały Jeleń

* "Utytłani Goci" są oczywiście kartą z "Munchkina", pewnej rozkosznej karcianki, która od dłuższego już czasu stanowi gwóźdź programu zlotów pewnego forum ;)

Znowu będzie o średniowieczu, ale wczoraj po raz kolejny zostałam porażona bezdenną głupotą, operującą uproszczeniami, które przyzwoitemu człowiekowi nie przeszłyby przez gardło. A rzecz będzie o higienie (choć rozmowa, o której wspomniałam, dotyczyła czegoś innego).

Utarło się w zbiorowej świadomości, że kiedy barbarzyńcy zrównali Rzym z ziemią, na świecie zapanowały brud, syf, kiła i mogiła. Że nagle wszystkim zaczęły śmierdzieć nogi, że koszule rozpadały się na nich ze starości, zęby wypadały tuzinami, a po rzadkich i - oczywiście - tłustych włosach skakały radośnie wszy. Nie ukrywam, że od dłuższego czasu prowadzę krwawą krucjatę przeciwko temu krzywdzącemu wyobrażeniu (wiem, że niektóry boleśnie to odczuli, jeśli czymś uraziłam - przepraszam), bo nie mogę wprost znieść świadomości, że cuchnące średniowiecze wymyślono dopiero w renesansie (który, nota bene, żadnym "renesansem" nie był, ale o tym kiedy indziej) i że wiara w nie jest nadal tak żywa.

Ale może oddam po prostu głos faktom.

Zacznę od rzeczy znanych powszechnie, przynajmniej tak sądzę. Kiedy do Jagiełły (czy też Jogaiłły) przybyli posłowie z Polski z zamiarem złożenia mu wiadomej propozycji z niejaką Jadwigą w roli głównej, książę przyjął ich w łaźni, gdyż to stanowiło oznakę najwyższego szacunku i zaufania (tej drugiej zależności chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć ;] ). A skoro posiadał łaźnię, to chyba z niej korzystał, prawda? Tak jak Bolesław Chrobry, który miał w zwyczaju zażywać kąpieli parowych wraz ze swoimi dworzanami, a tym którzy mu zaleźli za skórę szorował plecy (za pomocą witek, oczywiście) z takim zawzięciem, że trzeba ich było wynosić na noszach.

To z naszej historii, a jeśli chodzi o dzieje powszechne, można wskazać chociażby na Celtów. Okazuje się bowiem, że ci brudni, nieokrzesani barbarzyńcy posiadali... pastę mydlaną, którą dość szybko zamieniono na mydło w kostce, znacznie wydajniejsze i łatwiejsze w użyciu. Niemowlęta kąpano dwa razy dziennie, a dorośli zbierali się w miejskich łaźniach, których w Paryżu znalazło się na przykład dwadzieścia sześć. I nie mówimy tu wcale o czasach Chlodwiga czy Karola Wielkiego, kiedy to można by podejrzewać wspomniane przybytki o bycie nieużywaną pozostałością po czyściochach z Imperium Rzymskiego, a o XII, XIII wieku. Kąpano się także w domach, w wodzie lub parze.

Także wizję stołu zastawionego brudnymi naczyniami, nad którymi unoszą się chmary much też można włożyć między bajki, z tego względu, że większość potraw spożywano na chlebie. Jeśli z kolei zajrzelibyśmy do "kosmetyczki" średniowiecznej damy, znaleźlibyśmy tam takie specyfiki, jak na przykład mleczko migdałowe czy lotiony, niekiedy o działaniu przeciwzmarszczkowym (!), a także inne mikstury powodujące wzrost gęstej czupryny czy wybielanie zębów.

Daje do myślenia, prawda? Może zatem średniowiecze nie śmierdziało aż tak bardzo? Może nawet śmierdziało mniej, niż współczesne gimnazjum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz