niedziela, 23 maja 2010

Mitologie słowiańskie, kultura ludowa - mały przegląd

Chyba mogę już to powiedzieć - siedzę w mitologii słowiańskiej i demonologii ludowej, przynajmniej półdupkiem. Moje kolejne prace zahaczają o tę tematykę, zaczynam być z nią kojarzona, więc chcąc czy nie dysponuję pewnym katalogiem nazwisk, nad którymi warto się zatrzymać. Przedstawię kilka propozycji, bardzo różnych zarówno pod względem charakteru jak i wagi naukowej, więc pewnie każdy coś dla siebie znajdzie.


Encyklopedia demonów państwa Barbary i Adama Podgórskich to propozycja najlżejsza, zbudowana na zasadzie słownika, w którym można szybko znaleźć interesujące hasło, przydatna raczej przy czytaniu niż przy samodzielnym tworzeniu. Niemniej warta przejrzenia. Niestety - popularno-naukowy charakter pozycji sprawił chyba, że autorzy nie zagłębili się w materię szczególnie dokładnie i dlatego, choć bibliografia jest naprawdę dobra i imponująca, zdarzają się w Encyklopedii wpadki sporego kalibru, jak na przykład utożsamianie Swaroga ze Swarożycem (Swarożyc jest raczej synem Swaroga, na co wskazuje sufiks -yc, patrz np. Bożyc = Syn Boży, a także kilka bardzo czytelnych przekazów).


W wielbionej przeze mnie serii Communicare wyszło jakiś czas temu wznowienie klasycznej Mitologii Słowian Aleksandra Gieysztora. To pozycja absolutnie obowiązkowa, jeśli ktoś szuka rzetelnej wiedzy, osadzonej mocno w kontekstach historycznych i religioznawczych. Co prawda nieprzyzwyczajonym do naukowego stylu pisania, ta pozycja może wydawać się przyciężka, bo szczególnie porywającego stylu Gieysztor nie prezentuje, ale to chyba najlepsze i najbardziej rzetelne źródło, na jakie zdarzyło mi się trafić. Zresztą większość późniejszych opracowań powołuje się właśnie na tę Mitologię.



Aleksander Bruckner (wiem, że jest z błędem, ale przy wklejaniu znaczków specjalnych, blog wariuje) to nazwisko, które wywołuje gęsią skórkę u większości polonistów. Niemniej warto przełamać trochę osobiste urazy do tego pana i zajrzeć do Mitologii słowiańskiej i polskiej. Jest tu wszystko, z czego słynie Bruckner, a zatem hiperkrytycyzm, uznawanie jednych teorii za bardziej prawdopodobne od innych na nie całkiem jasnych zasadach i dziewiętnastowieczny sposób pisania, ale też naprawdę olbrzymia wiedza i czujność. Bruckner - z racji swojej profesji (filologia słowiańska) - podchodzi do sprawy zupełnie inaczej niż Gieysztor i szuka raczej w językoznawstwie niż historii, co sprawia, że obaj panowie świetnie się uzupełniają i tam, gdzie jeden niedomaga, natychmiast wkracza drugi.


Kazimierz Moszyński to mój absolutny faworyt, a jego Kultura ludowa Słowian to pozycja, nad którą mogę siedzieć godzinami i nadal nie będę miała dość. Całość to dwa tomy, a każdy podzielony jeszcze na dwie części, co daje w sumie cztery opasłe tomiska. Nas interesują dwa ostatnie, opisujące kulturę duchową.Wszystko to, co w dziewiętnastowiecznej szkole etnograficznej najlepsze, czyli otrzymujemy po prostu opowieść człowieka, który jeździł po świecie słowiańskim, zbierał opowieści, powiedzenia, pieśni i zabobony i spisywał. A całość podszyta jeszcze ogromną erudycją autora, czyli porównaniami do wierzeń innych ludów indoeuropejskich, dywagacjami językoznawczymi i religioznawczymi. Coś pięknego, zwłaszcza, że - co rzadko spotykane we współczesnej etnografii - Moszyński często cytuje relacje z pierwszej ręki, co daje też pewien pogląd na gwary i chłopski sposób patrzenia na świat. Czytany z Gieysztorem i Brucknerem otwiera naprawdę nowe perspektywy patrzenia na system wierzeń słowiańskich (ja sama dokonałam dwa dni temu pewnego drobnego odkrycia na temat Peruna właśnie dzięki tej pozycji). Baaardzo polecam. Moja mała miłość.

W kręgu upiorów i wilkołaków Bohdana Baranowskiego to kolejna przeurocza pozycja, pełna naprawdę niesamowitych relacji dotyczących szczegółów zwyczajów ludowych i nie rezygnująca jednocześnie z rzetelności i erudycji. Jeśli ktoś jest ciekaw, co zrobić, by zostać wilkołakiem albo jak załatwić strzygę, by nie wylazła z grobu i nie zaczęła nas gonić, koniecznie powinien tu zajrzeć. Ubawiłam się doskonale. Świat ludowych wierzeń przedstawiony przez Baranowskiego jest dość brutalny i krwawy, ale też niezwykle barwny i żywy, zwłaszcza, że logika każdego zwyczaju zostaje szczegółowo objaśniona i osadzona w szerszym kontekście, niekiedy wykraczającym poza krąg słowiański.


Stanisław Urbańczyk to jeden z najoryginalniejszych i najodważniejszych autorów zajmujących się tym tematem. Właściwie w każdej jego pozycji znajduje się coś nowego, rzucającego inne, zaskakujące światło na wierzenia Słowian. To raczej lektura dla zaawansowanych i głębiej zainteresowanych tematem, niemniej Dawni Słowianie - wiara i kult zawiera wiele ciekawych sugestii, z którymi warto się zapoznać, chociażby z tego względu, że nie biorą się znikąd, a mogą wywrócić do góry nogami potoczne pojmowanie np. hierarchii bóstw słowiańskich, czy etymologii niektórych imion.



Polska demonologia ludowa Leonarda J. Pełki to kolejna pozycja, którą bardzo lubię i która zajmuje specjalne miejsce w mojej prywatnej biblioteczce. Można ją właściwie czytać na dwa sposoby: jako słownik demonów (znacznie bardziej szczegółowy i rzetelny niż Encyklopedia demonów państwa Podgórskich) lub jako całościowy projekt badawczy, bo też nie jest to książka bezmyślnie kompilująca informacje zawarte gdzie indziej, a sięgająca do źródeł i na ich podstawie wyciągająca wiele nowych wniosków, niespotykanych nigdzie indziej. Skutkuje to oczywiście sporą ilością statystyk i porównań, ale warto przedrzeć się przed spisy i liczby, bo za nimi kryje się pasjonujący i barwny świat. To, co w Demonologii... szczególnie cenne, to rozdziały początkowe, przedstawiające proces wzajemnego oddziaływania na siebie chrześcijaństwa i pogaństwa.

To oczywiście nie wszystkie pozycje warte przejrzenia. Wybrałam jednak te najłatwiej dostępne i najbardziej kompletne. Gdyby jednak ktoś chciał czegoś więcej, chętnie podrzucę to i owo, ot choćby dziewiętnastowieczne dzieła polskich etnografów czy katalog de Plancy, są to jednak rzeczy wymagające nieco większego wysiłku.

7 komentarzy:

  1. Godny wpis, godny^^ Chociaż Gieysztor to chyba taki najpopularniejszy klasyk, no ale mimo wszystko chyba nie można o nim nie wspomnieć. :) Pomijając pierwszą pozycję (nie lubię jakichś takich pobieżnych słowniczko-encyklopedii), z innymi się zaprzyjaźnię. No dobra, zaprzyjaźniałam się już z Moszyńskim.
    Ja jestem zagorzała miłośniczka słowiańszczyzny-amatorka. :D

    A właśnie - naczytałam się wielu bardzo niepochlebnych opinii na temat pana Białczyńskiego. Podzielasz je? Znaczy kurde: ponoć facet niemożebnie zmyśla, ale przecież (tutaj głównie myślę o "Księdze Tura", bo tę akurat mam w domu) pod poszczególnymi partiami tekstu ma wypisane naprawdę sporo całkiem przekonująco wyglądających źródeł. :|

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam Ci się szczerze, że Białczyńskiego nigdy w ręce nie miałam, więc rzetelnie ustosunkować się nie mogę, ale zerknęłam sobie na opisy w księgarniach, co tam się niby znajduje i powiem Ci, że podejrzanie mi to wygląda. To prawda, że tam są jakieś mity o stworzeniu człowieka itp.? Bo jeśli tak, to prawdopodobnie bzdury. Ze źródłami jest generalnie dość poważny problem, bo Słowianie nie mieli swoich run, czy też innego pisma, a to oznacza, że najdawniejsze rodzime źródła pisane pochodzą już czasów misji Cyryla i Metodego (Powieść doroczna, na przykład). Inne przekazy, nawet jeśli są starsze (Prokop z Cezarei i jemu podobni), są wątpliwe z tego względu, że - jak pewnie wiesz, w końcu jesteś klasykiem ;) - wtłaczali oni zasłyszane relacje w ramy własnej kultury i tak na przykład w jakiejś glossie jest porównanie Daźboga do Hefajstosa itp., co nie do końca zgadza się z ruskimi relacjami, porównawczą analizą religioznawczą i ustaleniami językoznawczymi. A problem polega na tym, że słowiański sposób opisywania świata był diametralnie różny od helleńskiego czy germańskiego, bliższy wierzeniom indyjskim, irańskim czy azerskim. W ten sposób powstają na tyle poważne przekształcenia, że na te źródła trzeba patrzeć zawsze z olbrzymią rezerwą i odsiewać praktycznie wszystko, co mogło pochodzić z helleńskiego czy chrześcijańskiego sposobu myślenia, tym bardziej, że ówczesna teologia postrzegała pogaństwo jako wytwór szatana. Skutkowało to tym, że autorów wcale nie obchodził rzeczywisty kształt wierzeń, gdyż wychodzili z założenia, że wszystkie one są do siebie podobne i różnią się jedynie imionami, a to, jak wiadomo, jest bzdura. Nie przypominam sobie żadnego ruskiego źródła (te są najcenniejsze), które wspominałoby cokolwiek o powstaniu świata czy człowieka, choć oczywiście moja wiedza jest jeszcze dość szczątkowa. Stąd moja podejrzliwość.

    Jeśli znajdę tę książkę, przyjrzę się jej bliżej. Może etnografowie mają, bo my na pewno nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przydatne informacje dla mnie. Mitologią zainteresowałem się przy przygotowaniu reprintu (ponownego wydania) Kultury Ludowej Słowian. Dziękuję za listę dodatkowych dobrych lektur.

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, że tam są jakieś mity o stworzeniu człowieka itp.? Bo jeśli tak, to prawdopodobnie bzdury. "-Eh ludzie to mają ciasne łby.Na tej samej zasadzie powinieneś twórczość Słowackiego i Mickiewicza nazwać bzdurami.Ty wiesz w ogóle co to jest mit i po co się go pisze?Co jest zadaniem mitu,co ma przedstawiać?Nie wiesz?To nie pisz bzdur i nie kompromituj się.Białczyński pisze o tym jak sam widzi bogów i sens życia człowieka na ziemi.Trzeba być naprawdę bystrym żeby zarzucać Białczyńskimu że pisze nieprawdę.Białczyński to nie naukowiec badający historię Słowian tylko Słowianin żyjący tu i teraz.Ma prawo tworzyć swój słowiański,współczesny obraz świata i własną filozofię.Pisze mity Słowiańskie o tym jak on widzi świat a nie o tym jak Słowianie widzieli ten świat kiedyś.Tak trudno to pojąć???

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie "powinieneś" a "powinnaś". To po pierwsze. Po drugie, gratuluję kultury osobistej. Po trzecie, radzę raz jeszcze przeanalizować moją wypowiedź. Wtedy stanie się jasne, kto tu się kompromituje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy, mity były opowiadane dawno temu, a pan Białczyński jest co najwyżej współczesnym mitomanem, robiącym kulturze i religii Słowian czarny PR, każący postrzegać ją jako bzdury wydumane nad kufelkiem przez jednego z drugim fantastę. Przy całym moim szacunku dla ludzi piszących godną czytania fantastykę.
    Gdyby ów pisarz internetowy z zamiłowaniami beletrystycznymi znał chociaż i uwzględniał w swej radosnej twórczości pewne fakty obecne w szczątkach mitologii słowiańskiej, które ostały się w legendach, podaniach, przesądach, ludowości..., pewnie byłby nieco poważniej traktowany przez środowiska ludzi zajmujących się na co dzień dorobkiem cywilizacji i kultury słowiańskiej.
    Moja sąsiadka - moherowa babcia plująca na pogaństwo i składająca ręce do Rydzyka też jest wg dzisiejszej nauki współczesną Słowianka. I co z tego? Nic. Może mieć nawet równie bezsensowne podejście do tego faktu co pan Białczyński, nikt jej tego nie zabrania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co to za postrzeżenie o Peru nie, możesz się pochwalić?

    OdpowiedzUsuń