piątek, 14 maja 2010

"Bohater Beznadziejny"

Zaczynam dział z opisami stron, które wiszą w linkach, a które warto odwiedzić.

Bohater Beznadziejny niejakiej Galeny to przeurocze post-apo dryfujące sobie swobodnie na falach Neuroshimy, jednakże na tyle niekanoniczne, że nie trzeba o tym pamiętać. A nawet zdaje się to niewskazane. Bo też jest to wizja pełna naturalnego i oryginalnego wdzięku. Spora w tym zasługa narratora, a raczej narratorów, gdyż zabawa z punktami widzenia to jeden ze znaków rozpoznawczych Galeny. Podobnie jak wisielczy humor, któremu jednak daleko od głupkowatości czy nachalności, co wynika pewnie z tego, że zawiera się w sprawnym operowaniu językiem, a nie waleniu się pałkami po głowie. Pozwolę sobie może na cytat:

Jednooki przełknął głośno ślinę, wpatrując się w zakończenie lufy, które jakimś cudem uniknęło różowej farby, a które zagrażało rejonom znacznie cenniejszym dla każdego mężczyzny niż jakaś tam głowa.

Prawda, że ładne? Niby niewiele, a jednak człowiek się uśmiecha.
Jeśli chodzi o bohaterów, nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale są nimi: indywiduum w irokezie i jego towarzyszka o urodzie niejakiej pani Bellucci. Indywiduum nazywa się Billem i jest właśnie owym tytułowym Bohaterem Beznadziejnym, wplątanym w aferę, do której wybitnie się nie nadaje. I tu znów cytat:

Bill Jestem. Bill Rachunek. Co, skąd mi się ten Rachunek wziął? No... pracowałem kiedyś w takiej knajpie, wiesz, zupełnie wypaśna, nawet z gościami, co noszą w te i we wte talerze i rachunki dają. No fajnie było, tyle że raz się trafił taki palant, co rozwalił się na miejscu, gdzie zwykle siadali ci z najbardziej wypasionymi brykami, co jeżdżą tak...a co ja tam będę mówił. Po prostu gość zachowywał się tak, że nóż się sam w kieszeni otwierał. Klął, pluł na podłogę, a ja z rana z miotłą latałem. Ale przegiął, gdy zaczął dobierać do panienki na cholernym stole. Wziąłem mu strzeliłem w łeb, bo przecież kobiety, to należy szanować, nie?

Oj, należy. Zwłaszcza, jeśli tą kobietą jest Oczko: kompilacja seksu, tumiwisizmu i ogólnej niechęci wobec świata w jednym.
Szkoda, że na blogu znajduje się na razie tak niewiele, bo osobiście miałam okazję czytać więcej i wiem, że historia się rozkręca tak pod względem czysto rozrywkowym jak i literackim. Pozostaje czekać.

Jeśli chodzi natomiast o wady "BB", to są nimi - paradoksalnie - drobne niezręczności językowe, zdarzające się tu i ówdzie, jak choćby ta z opisu czekolady, nad którą - mimo porażki w publicznej batalii - nadal nie mogę przejść obojętnie.

W każdym razie, polecam z czystym sumieniem ;)

3 komentarze:

  1. I ponoć gdzieś są literówki, tylko kuźwa, nie mam zielonego pojęcia, gdzie.
    A wisi mało, bo mi się nie chce przepatrywać kolejnego fragmentu pod kątem ewentualnych baboli, uroki człeka leniwego...

    Ale miło, że podoba się paplanina narratora, najczęściej to na Pepli polegam, bo w przeciwieństwie do opisów walki więcej jak dwóch osób, wychodzi gładko... ^^'
    Gal

    OdpowiedzUsuń
  2. No owszem, literówki jakieś są, ale to przecież tylko kwestia techniczna ;) W sesji mogę poszukać.

    A co do małej ilości tekstu... taak, mam to samo z Irbisem. W rezultacie średnia częstotliwość zamieszczania odcinków to jakiś jeden na dwa miesiące :/

    OdpowiedzUsuń
  3. To poszukaj, poszukaj, będzie miało sensowną redakcję, bo samojedna nie dam rady z dostosowywaniem tego ;)
    Gal

    OdpowiedzUsuń